Co dzieje się, zanim padnie pierwsze pytanie

Są ludzie, przy których od pierwszych chwil czujemy się zauważeni.

Nie musimy długo opowiadać. Nie musimy niczego udowadniać. Nie musimy dobierać słów w taki sposób, żeby zostać właściwie zrozumiani. Po prostu jesteśmy, a druga osoba zdaje się robić dla nas miejsce.

Czasami wystarczy jej sposób patrzenia. Spokojny głos. Uważność. To, że nie przerywa. To, że nie spieszy się z odpowiedzią. To, że nie próbuje natychmiast naprawić naszego życia.

W takich chwilach możemy pomyśleć: „Ta osoba naprawdę mnie widzi”.

I choć może się wydawać, że to szczególny dar, coś, z czym człowiek po prostu się rodzi, coraz bardziej widzę, że jest to również umiejętność. Można się jej uczyć. Można ją rozwijać. Można zauważać, co robimy, zanim jeszcze wypowiemy pierwsze ważne zdanie.

Dobre pytanie zaczyna działać, zanim zostanie zadane.

Pytanie nie zaczyna się od znaku zapytania

W coachingu często dużo mówi się o pytaniach.

Jak pytać? Kiedy pytać? Jakich słów używać? Jak zadawać pytania, które otwierają, zamiast zamykać? Jak nie sugerować odpowiedzi? Jak nie prowadzić drugiej osoby do miejsca, które sami uznaliśmy za właściwe?

To wszystko ma znaczenie.

A jednak mam poczucie, że czasami zbyt mocno koncentrujemy się na samym pytaniu. Na jego konstrukcji. Na tym, czy brzmi wystarczająco profesjonalnie. Czy jest wystarczająco głębokie. Czy prowadzi do przełomu.

Tymczasem zanim pytanie zostanie wypowiedziane, w relacji już coś się wydarza.

Druga osoba odbiera nasz sposób bycia. Naszą energię. Tempo. Napięcie. Intencję. To, czy naprawdę jesteśmy ciekawi jej doświadczenia, czy tylko czekamy na swoją kolej. To, czy chcemy ją spotkać, czy jedynie doprowadzić rozmowę do określonego rezultatu.

Dlatego pytanie nie zaczyna się od słów.

Zaczyna się od warunków, które tworzymy, zanim te słowa padną.

Najpierw grunt, potem kolor

Kiedy malujemy ścianę, zwykle nie zaczynamy od właściwego koloru.

Najpierw przygotowujemy powierzchnię. Czyścimy ją, wyrównujemy, czasami nakładamy warstwę podkładową. Dopiero później pojawia się kolor, który ma zostać na dłużej.

Podkład nie jest tym, co najbardziej przyciąga wzrok. Nie on robi największe wrażenie. A jednak wpływa na to, jak później będzie wyglądała całość.

W rozmowie działa to podobnie.

Zanim zadamy ważne pytanie, możemy przygotować przestrzeń, w której druga osoba będzie mogła się zatrzymać, poczuć bezpieczniej, zebrać myśli i spojrzeć na swoje doświadczenie z większą otwartością.

Ten proces można nazwać primingiem, czyli przygotowaniem, nastrojeniem, stworzeniem określonych warunków przed właściwym działaniem.

W coachingu oznacza to coś bardzo prostego i jednocześnie niezwykle subtelnego: zanim zaprosimy człowieka do głębszego myślenia, pomagamy mu wejść w stan, w którym takie myślenie staje się bardziej możliwe.

Nie chodzi o manipulowanie drugą osobą. Nie chodzi o to, żeby podstępem doprowadzić ją do odpowiedzi, którą chcemy usłyszeć.

Chodzi o świadome tworzenie kontaktu.

Co druga osoba słyszy, zanim zacznie słuchać?

Wyobraź sobie dwie rozmowy.

W pierwszej coach szybko przechodzi do pytania:

„Co zamierzasz z tym zrobić?”

Drugie pytanie może być całkiem dobre. Może nawet prowadzić do ważnej refleksji. Ale jeśli osoba po drugiej stronie jest jeszcze spięta, zawstydzona albo nie ma poczucia, że została usłyszana, pytanie może zabrzmieć jak nacisk.

W drugiej rozmowie coach najpierw zatrzymuje się przy tym, co usłyszał:

„Słyszę, że to jest dla Ciebie naprawdę ważne. Możemy na chwilę przy tym zostać, zanim zaczniemy szukać rozwiązania”.

Dopiero później pada pytanie:

„Kiedy tak o tym mówisz, co staje się dla Ciebie najbardziej widoczne?”

To nie jest wyłącznie różnica w słowach. To różnica w doświadczeniu relacji.

W pierwszej rozmowie człowiek może poczuć, że musi szybko coś wymyślić. W drugiej dostaje sygnał, że nie musi jeszcze wiedzieć. Może się zatrzymać. Może poczuć. Może pomyśleć.

A właśnie wtedy często pojawiają się odpowiedzi, których nie dałoby się wydobyć przez nacisk.

Priming werbalny i niewerbalny

Przygotowanie do rozmowy może odbywać się poprzez słowa, ale również poprzez wszystko to, co słów nie potrzebuje.

To, co mówimy

Czasami wystarczy małe zdanie wypowiedziane przed właściwym pytaniem:

  • „Chciałabym na chwilę się przy tym zatrzymać”.
  • „Mam poczucie, że może być w tym coś ważnego”.
  • „Zobaczmy, co jeszcze się tutaj pojawia”.
  • „Nie musisz od razu znać odpowiedzi”.
  • „Możemy podejść do tego z ciekawością”.
  • „Sprawdźmy, jak to wygląda z Twojej perspektywy”.

To są niewielkie komunikaty. Nie rozwiązują problemu. Nie dają gotowej odpowiedzi. Ale mogą zmienić sposób, w jaki człowiek wchodzi w kolejne pytanie.

Może usłyszeć: „Nie muszę się bronić”.

Może poczuć: „Mam przestrzeń, żeby pomyśleć”.

Może zauważyć: „Ta osoba nie chce mnie ocenić. Chce mnie zrozumieć”.

To, co pokazujemy

Priming niewerbalny wydarza się w naszym ciele.

W sposobie, w jaki siedzimy. W odległości, którą zachowujemy. W kontakcie wzrokowym. W wyrazie twarzy. W tempie mówienia. W tym, czy nasze dłonie są spokojne, czy wykonują nerwowe ruchy. W tym, czy potrafimy wytrzymać chwilę ciszy.

Możemy powiedzieć: „Masz czas”, ale jeśli jednocześnie spoglądamy na zegarek, szybko kiwamy głową i czekamy na konkretną odpowiedź, druga osoba prawdopodobnie odbierze przede wszystkim nasze ciało.

Możemy powiedzieć: „Jestem ciekawa, jak Ty to widzisz”, ale jeśli w naszym głosie słychać ocenę, ciekawość staje się tylko dekoracją.

Kontakt jest spójny wtedy, kiedy słowa i sposób bycia nie prowadzą w dwóch różnych kierunkach.

Najważniejsze pytanie zadajemy sobie przed rozmową

Zanim zadam pytanie drugiej osobie, mogę zadać pytanie sobie:

„Z jakiego miejsca ja teraz przychodzę?”

Czy naprawdę jestem ciekawa?

Czy chcę spotkać człowieka, czy chcę udowodnić, że mam rację?

Czy potrafię dopuścić odpowiedź, która mnie zaskoczy?

Czy jestem gotowa usłyszeć coś, czego nie da się szybko naprawić?

Czy umiem pozostać przy doświadczeniu drugiej osoby, nawet jeśli nie daje mi ono natychmiastowego poczucia skuteczności?

To właśnie tutaj zaczyna się dojrzały coaching.

Nie w kolekcjonowaniu dobrych pytań. Nie w poszukiwaniu idealnej techniki. Nie w próbie wywołania efektu „wow” za każdym razem.

Zaczyna się w gotowości do spotkania.

Nie jesteśmy neutralni

Jako osoby wspierające innych lubimy czasami myśleć, że wystarczy być obiektywnym. Nie sugerować. Nie oceniać. Nie narzucać własnej perspektywy.

To ważne intencje, ale człowiek nigdy nie pojawia się w relacji jako całkowicie neutralny.

Przychodzimy z własną historią, przekonaniami, emocjami, oczekiwaniami i doświadczeniami. Mamy określony sposób reagowania. Mamy swoje tempo. Mamy miejsca, w których łatwiej tracimy cierpliwość. Mamy pytania, które szczególnie lubimy, i takie, których sami się boimy.

Możemy jednak rozwijać świadomość tego, co wnosimy.

Możemy zauważać, kiedy zaczynamy przyspieszać. Kiedy chcemy komuś pomóc bardziej, niż ta osoba jest gotowa przyjąć. Kiedy próbujemy nadać sens doświadczeniu, które jeszcze potrzebuje po prostu zostać przeżyte.

Możemy również zauważyć, kiedy nasze pytanie jest bardziej potrzebą naszą niż potrzebą drugiego człowieka.

To wymaga pokory.

A pokora w coachingu nie oznacza umniejszania sobie. Oznacza pamiętanie, że druga osoba jest ekspertem od własnego życia.

Między pytaniem a odpowiedzią jest przestrzeń

Jednym z najważniejszych elementów dobrego pytania jest to, co dzieje się po nim.

Czy potrafimy wytrzymać ciszę?

Czy pozwalamy drugiej osobie pomyśleć, czy po dwóch sekundach dokładamy kolejne pytanie? Czy zaczynamy tłumaczyć, co mieliśmy na myśli? Czy podsuwamy przykłady, bo boimy się, że rozmowa utknęła?

Czasami pytanie potrzebuje czasu, żeby dotrzeć.

Nie każda odpowiedź pojawia się natychmiast. Niektóre potrzebują kontaktu z ciałem. Inne przychodzą dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje próbować powiedzieć coś mądrego.

W ciszy może pojawić się wzruszenie. Złość. Zawahanie. Uśmiech. Napięcie. Zdanie, które wcześniej było niedostępne.

Jeśli zbyt szybko wypełnimy tę przestrzeń, możemy odebrać drugiej osobie możliwość spotkania się z czymś ważnym.

Czasami najbardziej wspierającą rzeczą, jaką możemy zrobić po zadaniu pytania, jest niczego już nie dodawać.

Pytanie może otwierać albo zawężać

Nie każde pytanie daje wolność.

Niektóre pytania są w rzeczywistości ukrytymi instrukcjami. Brzmią jak zaproszenie, ale prowadzą do jednej, wcześniej wybranej odpowiedzi.

„Co zrobisz, żeby wreszcie przestać się sabotować?”

„Dlaczego wciąż wybierasz takich ludzi?”

„Co musisz zmienić w swoim myśleniu?”

Takie pytania mogą zawierać założenie, że problem znajduje się wyłącznie w człowieku, że powinien już coś wiedzieć albo że jego dotychczasowe reakcje są błędem.

Można jednak zapytać inaczej:

  • „Co sprawia, że trudno Ci teraz wykonać kolejny krok?”
  • „Jak rozumiesz to, co nazywasz autosabotażem?”
  • „Co zauważasz w swoich wyborach, kiedy patrzysz na nie z dzisiejszej perspektywy?”
  • „Czego potrzebujesz, żeby móc zobaczyć więcej możliwości?”
  • „Co w tej sytuacji jest dla Ciebie najtrudniejsze?”

Różnica nie polega na tym, że drugie pytania są zawsze lepsze. Różnica polega na tym, że pozostawiają więcej przestrzeni na doświadczenie osoby, z którą jesteśmy.

Nie chodzi o to, żeby pytanie było magiczne

W dobrym coachingu łatwo wpaść w pułapkę poszukiwania magicznych pytań.

Takich, po których druga osoba nagle wszystko zrozumie. Zobaczy prawdę. Podejmie decyzję. Zrobi przełomowy krok.

Oczywiście czasami jedno pytanie rzeczywiście potrafi zmienić sposób patrzenia. Ale zwykle nie dlatego, że jest niezwykle błyskotliwe.

Być może działa dlatego, że pojawiło się we właściwym momencie. W relacji, w której człowiek czuł się wystarczająco bezpiecznie. W atmosferze ciekawości. W kontakcie z osobą, która nie próbowała przejąć odpowiedzialności za jego życie.

To, co nazywamy mocą pytania, często jest również mocą przestrzeni, w której to pytanie zostało zadane.

Jak przygotować rozmowę?

Przed ważną rozmową możesz zatrzymać się na chwilę i sprawdzić:

  • W jakim stanie jestem ja?
  • Co dzieje się w moim ciele?
  • Czy jestem obecna, czy już planuję kolejne pytanie?
  • Jaką intencję wnoszę do tej rozmowy?
  • Czy chcę naprawdę usłyszeć drugą osobę?
  • Czy potrafię pozwolić jej nie wiedzieć?
  • Czy jestem gotowa na odpowiedź inną niż ta, której się spodziewam?
  • Jak mogę stworzyć więcej przestrzeni i mniej presji?

Możesz również przed zadaniem pytania powiedzieć coś, co pomoże drugiej osobie wejść w rozmowę:

„Nie musimy teraz niczego rozwiązywać. Chciałabym tylko zobaczyć, co jest dla Ciebie w tym wszystkim najważniejsze”.

Albo:

„Możemy podejść do tego bez pośpiechu. Zobaczmy, co pojawi się, kiedy dasz sobie chwilę”.

To właśnie jest przygotowanie gruntu.

Najpierw człowiek, później metoda

Im dłużej pracuję z ludźmi, tym mocniej widzę, że żadna metoda nie działa w oderwaniu od osoby, która się nią posługuje.

Możemy znać wszystkie modele coachingowe. Możemy mieć zapisane dziesiątki pytań. Możemy znać techniki pracy z celem, przekonaniami, wartościami i decyzjami.

A jednak druga osoba spotka przede wszystkim nas.

Naszą obecność. Nasze napięcie. Naszą gotowość do słuchania. Naszą pewność siebie, ale również nasze człowieczeństwo. To, czy umiemy powiedzieć: „Nie wiem”. To, czy potrafimy się zatrzymać. To, czy nie boimy się ciszy.

Dobry coach nie tylko przychodzi z dobrymi pytaniami.

Dobry coach tworzy warunki, w których druga osoba może zacząć myśleć bardziej samodzielnie, głębiej i szerzej.

A czasami pierwszym krokiem do stworzenia takich warunków jest bardzo proste pytanie zadane sobie:

„Czy jestem tutaj naprawdę z Tobą?”

Na koniec

Moc pytania nie znajduje się wyłącznie w jego treści.

Jest również w intencji, z jaką je zadajemy. W relacji, w której się pojawia. W przestrzeni, którą tworzymy przed nim. W ciszy, która przychodzi po nim.

Pytanie może być próbą przejęcia kontroli. Może być sposobem na szybkie znalezienie rozwiązania. Może być ukrytą oceną.

Może też być zaproszeniem.

Zaproszeniem do zatrzymania się. Do zauważenia siebie. Do zobaczenia innej perspektywy. Do spotkania z czymś, co wcześniej pozostawało poza świadomością.

Być może dlatego najważniejsze rzeczy w coachingu dzieją się jeszcze przed pierwszym pytaniem.

W sposobie, w jaki wchodzimy do relacji.

W tym, czy potrafimy być obecni.

W gotowości, żeby nie wiedzieć.

W pokorze, żeby nie prowadzić drugiego człowieka do własnej odpowiedzi.

I w zaufaniu, że kiedy stworzymy odpowiednią przestrzeń, człowiek często zacznie słyszeć siebie wyraźniej.

A wtedy pytanie nie musi być magiczne.

Wystarczy, że będzie prawdziwe.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *