Czego nikt Ci nie mówi o manifestacji
Od czasu, kiedy w 2006 roku pojawił się film i książka Sekret, a później – szczególnie w czasie pandemii – media społecznościowe zostały zalane treściami o manifestacji, temat ten stał się częścią głównego nurtu rozwoju osobistego i duchowości.
Dziś manifestacji uczą tysiące osób. Mówi się o niej w podcastach, książkach, kursach i mediach społecznościowych. Ludzie pokazują swoje „drogi manifestowania”, opowiadają o wizualizacjach, afirmacjach, podnoszeniu wibracji i przyciąganiu tego, czego pragną.
I jest w tym wszystkim jeden bardzo ważny szczegół, o którym mówi się zaskakująco rzadko.
To właśnie o nim chcę dziś napisać.
Manifestacja nie jest tak prosta, jak chcielibyśmy wierzyć
Popularna wersja manifestacji brzmi mniej więcej tak: pomyśl o tym, czego pragniesz, poczuj, jakby już było Twoje, utrzymuj pozytywne nastawienie, a następnie pozwól, aby to do Ciebie przyszło.
Brzmi pięknie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy traktować świadomość jak pilota do rzeczywistości, a Wszechświat jak system realizujący każde nasze zamówienie.
„Chcę pieniędzy”. Więc myślę o pieniądzach.
„Chcę związku”. Więc wizualizuję idealnego partnera.
„Chcę własnego biznesu”. Więc wyobrażam sobie, że już go mam.
A potem… nic.
Albo pojawia się coś zupełnie innego, niż sobie wyobrażaliśmy.
I wtedy łatwo pomyśleć: „Widocznie robię to źle” albo „manifestacja nie działa”.
A może problem polega na tym, że próbujemy zrozumieć manifestację wyłącznie z poziomu świadomego umysłu?
Twój świadomy umysł nie jest jedynym graczem
Możesz przez dwadzieścia minut dziennie świadomie koncentrować się na obfitości, wyobrażać sobie bogactwo i powtarzać sobie, że jesteś gotowa je przyjąć.
A jednocześnie gdzieś głębiej może działać przekonanie:
„Pieniądze zmieniają ludzi”.
„Bogaci są źli”.
„Na pieniądze trzeba ciężko pracować”.
„Nie można mieć wszystkiego”.
„Jeżeli będę miała więcej niż moja rodzina, przestanę do niej należeć”.
Wtedy masz w sobie dwa różne kierunki.
Świadomie czegoś chcesz, ale jakaś część Ciebie może jednocześnie robić wszystko, aby tego nie dostać.
I to jest dla mnie jeden z najbardziej fascynujących aspektów całej pracy z manifestacją.
Nie wystarczy zapytać: „Czego chcę?”. Warto również zapytać: „Co we mnie nie chce tego, czego świadomie chcę?”.
Bo nasza psychika nie działa wyłącznie poprzez świadome decyzje. Duża część naszych reakcji, wyborów i zachowań opiera się na tym, czego nauczyliśmy się wcześniej.
Tworzymy wewnętrzny model świata na podstawie dotychczasowych doświadczeń. Przewidujemy, co prawdopodobnie się wydarzy, i często reagujemy zgodnie z tym przewidywaniem, zanim jeszcze zdążymy świadomie zastanowić się nad sytuacją.
Dlatego samo skupianie się na pozytywnym wyniku może nie wystarczyć.
Czasami właśnie to, co nazywamy „negatywnością”, potrzebuje naszej uwagi. Nie po to, żeby w niej zamieszkać, ale żeby zrozumieć, co próbuje nam powiedzieć.
Manifestacja może pokazać Ci wszystko, co stoi na drodze do tego, czego pragniesz
W podejściu, z którego czerpię, manifestowanie nie jest wyłącznie powiedzeniem: „Chcę tego”.
Jest raczej deklaracją:
„Wybieram doświadczenie, które jest zgodne z tym, czego naprawdę pragnę”.
I właśnie wtedy zaczyna robić się ciekawie.
Bo jeśli naprawdę wybierasz coś nowego, wszystko, co jest z tym głęboko niezgodne, może zacząć wychodzić na powierzchnię.
Chcesz zdrowej relacji? Możesz nagle bardzo wyraźnie zobaczyć, gdzie wybierasz ludzi niedostępnych emocjonalnie.
Chcesz własnego biznesu? Możesz zacząć zauważać, jak bardzo boisz się oceny, odpowiedzialności albo ryzyka.
Chcesz obfitości? Możesz odkryć, jak wiele przekonań o pieniądzach nosisz w sobie i jak mocno są one związane z bezpieczeństwem, przynależnością czy poczuciem własnej wartości.
Chcesz wolności? Możesz zobaczyć, ile rzeczy robisz tylko dlatego, że boisz się konsekwencji własnego wyboru.
To może być bardzo niewygodne.
Ale być może właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa praca.
Manifestacja nie omija tego, co jest z Tobą niespójne
Możemy nazwać to warstwami niespójności.
Jedna część Ciebie mówi: „Chcę tego”.
A inna odpowiada: „Ale jeśli to dostaniesz, stracisz bezpieczeństwo”.
Jeszcze inna mówi: „Jeśli będziesz żyła inaczej niż Twoja rodzina, przestaniesz do niej należeć”.
A kolejna: „Jeżeli naprawdę Ci się uda, ludzie będą Cię oceniać”.
I nagle okazuje się, że pomiędzy pragnieniem a jego realizacją znajduje się cały wewnętrzny krajobraz, którego wcześniej nie widziałaś.
Moim zdaniem nie jest to błąd w procesie.
To może być właśnie proces.
Każda kolejna warstwa, którą zauważasz i integrujesz, może przybliżać Cię do życia bardziej zgodnego z tym, czego naprawdę chcesz.
I dlatego manifestacja, rozumiana w ten sposób, staje się czymś znacznie większym niż zdobywanie kolejnych rzeczy.
Staje się procesem poznawania siebie.
Nie wystarczy myśleć. Trzeba również zacząć żyć w zgodzie z tym, czego pragniesz
Manifestacja nie jest procesem biernym.
Wizualizacja może być początkiem. Wyobrażenie sobie pożądanego życia może pomóc zobaczyć kierunek.
Ale później pojawiają się decyzje.
Zachowania.
Działania.
Czasami bardzo konkretne i wcale nieprzyjemne.
Jeżeli chcę własnego biznesu, muszę być gotowa działać jak osoba prowadząca biznes. Uczyć się. Podejmować decyzje. Rozmawiać o pieniądzach. Wyceniać swoją pracę. Pokazywać się. Ryzykować odrzucenie. Brać odpowiedzialność.
Nie mogę jednocześnie pragnąć niezależności i czekać, aż ktoś przyjdzie i zdecyduje za mnie.
Jeżeli chcę bliskości, muszę być gotowa również na to, co ona oznacza: pokazanie siebie, komunikowanie potrzeb, stawianie granic i tolerowanie tego, że druga osoba może nie odpowiedzieć tak, jak bym chciała.
Myśl wpływa na działanie. Działanie wpływa na doświadczenie. A kolejne doświadczenia zmieniają sposób, w jaki postrzegamy siebie i świat.
Dlatego warto potraktować manifestację nie jako zamawianie rzeczywistości, ale jako proces coraz większego dostrajania własnych myśli, przekonań, decyzji i działań do tego, co wybieramy.
A to oznacza wyjście poza strefę komfortu
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto mówić znacznie częściej.
Jeżeli naprawdę zaczynasz zmieniać swoje życie, prawdopodobnie pojawi się dyskomfort.
Nie dlatego, że robisz coś źle.
Po prostu stare życie ma swoje korzyści, nawet jeśli jednocześnie nas ogranicza.
Każdy schemat coś nam daje. Nawet ten destrukcyjny.
Może daje przewidywalność. Może poczucie przynależności. Może ochronę przed oceną. Może pozwala uniknąć ryzyka. Może chroni przed konfrontacją z czymś, czego jeszcze nie jesteśmy gotowi poczuć.
Dlatego zmiana wymaga nie tylko odpowiedzi na pytanie: „Czego chcę?”
Potrzebujemy również zobaczyć:
- Co zyskuję, pozostając dokładnie taka, jaka jestem?
- Co tracę, jeśli się zmienię?
- Jakie będą konsekwencje nowego wyboru?
- Czego będę musiała się oduczyć?
- Jakiej części swojej dotychczasowej tożsamości będę musiała pozwolić odejść?
- Jakie ryzyko jestem gotowa podjąć?
- Czego jeszcze nie wiem?
To nie jest już „manifestacja” w instagramowym znaczeniu tego słowa.
To jest realna praca nad sobą.
Historia Ewy, która chciała mieć własny biznes
Wyobraźmy sobie Ewkę.
Od dziesięciu lat pracuje w międzynarodowych korporacjach. Marzy o własnym miejscu. Chce być niezależna, rozwijać się twórczo, zarabiać więcej niż pozwala jej praca rozliczana wyłącznie za przepracowane godziny. Chce pracować na własnych zasadach, z pożytkiem dla innych ludzi i stworzyć miejsce bardziej przyjazne środowisku.
Ewa zaczyna więc pracować z intencją stworzenia własnego miejsca holistycznego rozwoju.
I wtedy zaczynają pojawiać się przeszkody.
Nie takie, które uniemożliwiają jej posiadanie takiego miejsca, ale być może też.
Takie, które pokazują jej, co musi się w niej zmienić, aby rzeczywiście mogła je stworzyć.
Jednym z jej podstawowych sposobów zapewniania sobie bezpieczeństwa społecznego jest zadowalanie innych. Ewka nie chce nikogo rozczarować. Unika konfliktów. Łagodzi napięcia. Dopasowuje się.
Pewnego dnia dyrektor zarządczy proponuje jej objęcie stanowiska kierowniczego w centrali w Warszawie.
Ewa myśli: „Może to właśnie kolejny krok w dobrą stronę”.
Przyjmuje stanowisko.
Jakiś czas później pojawia się realna możliwość wynajęcia własnego obiektu. Ewka rozmawia o tym z dwiema koleżankami z pracy. Informacja dociera do dyrektora.
Szef jest bardzo zdenerwowany.
Ewa reaguje lękowo. Boi się konfliktu. Zaprzecza, że rzeczywiście zamierza odejść. Tłumaczy sytuację jako plotki i nieporozumienia. A następnie zaczyna jeszcze bardziej starać się być idealną pracownicą.
Okazja na własny interes mija.
Ewa próbuje jeszcze innej drogi. Zakłada dodatkową działalność związaną z coachingiem i mentoringiem.
Ale jej potrzeba zadowalania innych pojawia się ponownie.
Ustala ceny nie na podstawie kosztów prowadzenia działalności i tego, ile potrzebuje zarabiać, aby biznes był opłacalny. Ustala je na podstawie tego, ile chcą zapłacić znajomi, rodzina i wymagające klientki.
W rezultacie traci pieniądze.
Ewa mogłaby wtedy powiedzieć: „Manifestacja to bzdura. Po prostu nie działa w moim przypadku”.
Ale można spojrzeć na tę historię zupełnie inaczej.
Co naprawdę musi się zmienić, żeby Ewa mogła mieć swój biznes?
Ewa nie potrzebuje kolejnej wizualizacji tego miejsca.
Potrzebuje przyjrzeć się temu, dlaczego tak trudno jest jej znieść cudzą dezaprobatę.
Musi nauczyć się stawiać granice, nawet kiedy komuś się to nie podoba.
Musi być gotowa na to, że ktoś może o niej źle mówić.
Musi zmienić swoje przekonanie o konflikcie.
Musi zobaczyć, co sprawiło, że zadowalanie innych stało się dla niej tak ważnym sposobem funkcjonowania.
I prawdopodobnie będzie musiała zmierzyć się również z emocjami i doświadczeniami, które leżą pod tym schematem.
Dopiero wtedy może naprawdę zacząć działać jak właścicielka biznesu: wynająć lokal, podjąć ryzyko, zatrudnić ludzi, ustalić ceny, podejmować decyzje i pozwolić sobie nie wszystkim podobać.
Ale to jeszcze nie koniec
W historii Ewy pojawia się jeszcze jedna warstwa.
Jedna część niej naprawdę chce mieć własny, odnoszący sukces biznes.
A druga część marzy o zupełnie innym życiu.
O mężczyźnie, który zapewnia rodzinie utrzymanie. O dzieciach. O domu. O bardziej tradycyjnej roli kobiety.
Ewa regularnie obserwuje w mediach społecznościowych kobiety żyjące w taki sposób i zazdrości im tego życia.
Jednocześnie, kiedy spotyka się z innymi kobietami prowadzącymi firmy, zakłada maskę bezkompromisowej przedsiębiorczyni.
A potem wraca do domu i zaczyna mieć wątpliwości.
Siada z lodami przed filmem i nagle pojawia się ogromny smutek.
Bo okazuje się, że w niej istnieją dwa bardzo różne obrazy dobrego życia.
Nie musi to oznaczać, że jeden z nich jest „zły”. Problemem jest brak wewnętrznej jasności i integracji.
Może próbować realizować oba, ale jeśli oba kierunki wymagają od niej całkowicie różnych priorytetów, może zabraknąć jej energii na którykolwiek z nich.
I wtedy jej kolejnym zadaniem nie jest jeszcze intensywniejsze manifestowanie miejsca holistycznego rozwoju.
Jest nim zatrzymanie się i zadanie sobie znacznie głębszych pytań:
- Czego właściwie chcę od swojego życia?
- Co jest dla mnie naprawdę ważne?
- Dlaczego chcę tego miejsca?
- Co tak naprawdę symbolizuje dla mnie sukces?
- Dlaczego pragnę również życia domowego?
- Jakie potrzeby stoją za każdym z tych pragnień?
- Czy próbuję realizować cudzą definicję sukcesu?
- Czy moje wyobrażenie przyszłości nadal jest aktualne?
Być może po tej pracy jej wizja przyszłości się zmieni.
I to również jest częścią procesu.
Manifestacja może więc zacząć się od… zmiany tego, czego chcesz
To może brzmieć paradoksalnie.
Przecież miałaś manifestować określoną rzecz.
A tymczasem po drodze odkrywasz, że Twoje pragnienie było częściowo zapożyczone. Albo że za nim stała potrzeba, której wcześniej nie widziałaś. Albo że istnieje inna droga do tego samego doświadczenia.
Dlatego coraz bardziej interesuje mnie nie tylko pytanie: „Co chcę zamanifestować?”
Ale:
„Jakiego doświadczenia naprawdę pragnę i kim potrzebuję się stać, aby móc je przyjąć i przeżyć?”
To zupełnie inny rodzaj pracy.
Nie zniechęcaj się tym, że jest trudniej, niż obiecywano
Wszystko to nie jest argumentem przeciwko pracy z manifestacją.
Wręcz przeciwnie.
Może po prostu warto wiedzieć, w co się wchodzimy.
Jeżeli potraktujesz manifestację jako świadome określanie kierunku i jednocześnie zaproszenie do zobaczenia wszystkiego, co jest z tym kierunkiem niespójne, możesz przestać być zaskoczona tym, co pojawia się po drodze.
Lęk nie musi oznaczać, że droga jest niewłaściwa.
Opór nie musi oznaczać, że „Wszechświat nie chce Ci tego dać”.
Przeszkoda nie zawsze jest znakiem, że masz zawrócić.
Czasami może być informacją o czymś w Tobie, co potrzebuje zostać zobaczone.
A czasami – oczywiście – może być informacją, że obrany cel wymaga ponownego przemyślenia.
I właśnie dlatego tak ważna jest świadomość zamiast ślepego trzymania się raz stworzonej wizji.
Najciekawsze może być to, czego jeszcze nie wiesz o sobie
Kiedy zaczynamy świadomie określać przyszłość, możemy jednocześnie coraz wyraźniej zobaczyć własne ograniczenia.
Nie po to, żeby się za nie karać.
Po to, żeby móc dokonać wyboru.
Jeżeli nie wiem, że boję się sukcesu, nie mogę świadomie zdecydować, co z tym zrobić.
Jeżeli nie wiem, że moja potrzeba pomagania innym jest sposobem unikania własnego życia, trudno będzie mi przestać to robić.
Jeżeli nie wiem, że część mnie utożsamia pieniądze z utratą przynależności, mogę godzinami afirmować obfitość, a jednocześnie nieświadomie robić wszystko, aby jej nie przyjąć.
Świadomość daje możliwość wyboru.
A wybór pozwala zacząć działać inaczej.
Jedno pytanie, które może zmienić całą pracę z manifestacją
Jeżeli więc masz coś, czego bardzo pragniesz, spróbuj nie tylko wyobrażać sobie, że już to masz.
Usiądź z tym pragnieniem i zapytaj:
„Jaka część mnie może nie chcieć tego, czego świadomie pragnę?”
Nie szukaj od razu odpowiedzi „właściwej”.
Poobserwuj.
Zobacz, co pojawia się w ciele. Jakie myśli przychodzą pierwsze. Jakie osoby zaczynasz sobie przypominać. Jakie konsekwencje zaczynają Cię przerażać. Co musiałoby się zmienić, gdyby Twoje pragnienie rzeczywiście się spełniło?
Być może właśnie tam znajduje się kolejna warstwa Twojej pracy.
Medytacja „Dlaczego nie dostajesz tego, czego chcesz?”
Z tego samego powodu stworzyłam medytację „Dlaczego nie dostajesz tego, czego chcesz?”.
Nie po to, żeby wmówić Ci, że wystarczy „podnieść wibracje” i odpowiednio mocno czegoś zapragnąć.
Chodzi o coś znacznie bardziej interesującego: o spotkanie z tym, co może istnieć pod powierzchnią Twojego świadomego pragnienia.
Bo czasami świadomie deklarujemy jedno, a jakaś głębsza część nas pozostaje zaangażowana w coś zupełnie innego.
Możesz pragnąć związku, a jednocześnie chronić się przed bliskością.
Możesz pragnąć pieniędzy, a jednocześnie bać się tego, co pieniądze będą oznaczały dla Twojej tożsamości.
Możesz pragnąć sukcesu, a jednocześnie bać się oceny.
Możesz pragnąć wolności, a jednocześnie czerpać bezpieczeństwo z tego, że ktoś lub coś decyduje za Ciebie.
Takie nieświadome zaangażowanie nie jest powodem do wstydu. Najczęściej ma swoją historię i kiedyś prawdopodobnie pełniło jakąś funkcję.
Najważniejsze jest to, że kiedy zaczynasz je widzieć, przestaje być całkowicie niewidzialne.
A wtedy pojawia się coś niezwykle cennego:
możliwość wyboru.
Możesz sprawdzić, czy nadal chcesz tego, czego chciałaś. Możesz zmienić swoje przekonania. Możesz zmienić zachowanie. Możesz podjąć inne decyzje. Możesz zintegrować części siebie, które wcześniej ciągnęły Cię w przeciwne strony.
I być może właśnie wtedy manifestacja przestaje być oczekiwaniem, że rzeczywistość dostarczy nam to, czego chcemy.
Staje się świadomym uczestniczeniem w tworzeniu własnego życia.
Nie tylko pytaniem: „Co chcę przyciągnąć?”, ale również: „Co we mnie potrzebuje się zmienić, abym mogła naprawdę żyć tym, czego pragnę?”.
